Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Niewiele myśląc wypada więc z kłębowiska i pędzi jak strzała ku Framheimowi.Pozostałe psy — nie wiadomo, czy dlatego, że spostrzegły brak jednego z towarzyszy, czy też dlatego, że zauważyły niebezpieczną bliskość Hanssena — jak na dany znak odskoczyły od siebie i pognały w ślad za Zanko.O wywrócone sanki ani się zatroszczyły; po prostu nie zauważyły, że wloką je za sobą.Szybko jak wiatr pędzą więc po zboczu pagórka w dół i nikną w dole, koło tyczki sygnałowej.Hanssen nie zwlekając pędzi za nimi, gwiżdże przy tym ze wszystkich sił.Ale co to pomoże? Gdy dobiegł do tyczki, psy wraz z wywróconymi saniami były już we Framheimie.Wielce zadowolony z tych wypadków, ruszam i ja w kierunku domu.W dole, na równinie, spotykam Hanssena z ponownie zaprzężonymi sankami.Wygląda na bardzo zagniewanego, sposób zaś, w jaki wywija batem, nie wróży nic dobrego psom, pomiędzy którymi dostrzegam teraz również Zanko.Po powrocie do Framheimu nie widzę na razie nikogo.Docieram do przedsionka i czekam na okazję, aby wśliznąć się do kuchni.Okazja nie każe długo na siebie czekać.Z ganku wytacza się Lindström, stękając i sapiąc jak lokomotywa.W obu rękach niesie znowu wielkie wiadra wypełnione śniegiem, a w zębach trzyma latarkę elektryczną.Aby otworzyć drzwi do kuchni, wystarczy pchnąć je kolanem.Wsuwam się do środka.Dom jest pusty.„No — myślę sobie — nareszcie mam okazję zobaczyć, co robi Lindström, kiedy jest sam!"Stawia on wiadro z lodem na podłodze i napełnia nim powoli stojący obok kociołek.Następnie spogląda na zegarek — jest pół do jedenastej albo jedenasta.Aha, nie ma się jeszcze co śpieszyć z obiadem! Oddycha z ulgą, wchodzi do izby, nabija fajkę i zapala ją.Następnie siada i bierze do ręki małą nakręcaną laleczkę umieszczoną na przycisku do papierów.Jego oblicze promienieje radością; widać, że ogromnie się cieszy.Podnosi lalkę, stawia ją na stole i oto patrzcie — lalka, ledwo ją puścił, zaczyna wywracać koziołki raz za razem, bez przestanku! A Lindström? Cieszy się jak dziecko, zaśmiewa się tak, że wprost bliski jest spazmów, wreszcie wykrzykuje: „Brawo Olafa! Jeszcze raz!"Przyglądam się teraz dokładniej lalce, która wzbudziła tak wielką wesołość Lindströma.Ma ona głowę starej baby, złej starej panny, z włosami jasnymi jak len, obwisłą szczęką i rozkochanym spojrzeniem.Ubrana jest w czerwoną sukienkę w białe kropki.Kiedy lalka się przewraca, ukazuje się — rzecz całkiem naturalna — w silnym negliżu.Widać wtedy, że jej tułów należał kiedyś do akrobaty, którego pomysłowi polarnicy przekształcili w tę okropną maszkarę.Po powtórnym nakręceniu zabawki, kiedy pojąłem, na czym dowcip polega, przyłączyłem się mimo woli do śmiechu Lindströma.Był on jednak tak pochłonięty zabawą, że nic nie usłyszał.Po blisko dziesięciu minutach zabawy Olafa — jak to zwykle bywa — znudziła się i Lindström odstawił ją z powrotem na przycisk.Siedzi tam teraz, kiwa się i kiwa.Tymczasem Lindström podszedł do swojej koi i pochylił się nad nią.„Aha — myślę — teraz pozwoli sobie na małą drzemkę przedobiednią".Ale nie.Wraca zaraz, trzymając w ręce mocno sfatygowaną talię kart.Sadowi się z nią na starym miejscu, po czym z powagą i spokojem zaczyna stawiać pasjansa.Pasjans wychodzi.Przez chwilę Lindström spogląda jeszcze z upodobaniem na równo ułożone kupki kart, po czym zgarnia je z westchnieniem, wstaje i mruczy: „No tak, dojdą do bieguna i na pewno będą tam pierwsi!" Z tymi słowy odkłada karty na deskę nad swoją koją.Wygląda przy tym na ogromnie zadowolonego.Teraz przychodzi kolej na nakrycie do stołu.Tym razem jednak robota idzie znacznie ciszej niż rano, bo przecież nie trzeba nikogo wypłaszać.Pięć minut przed dwunastą uderza Linström w wielki gong okrętowy i po chwili wszyscy stołownicy są już na miejscu.Nie zaprzątając sobie głowy żadną toaletą siadają do stołu.Dań jest niewiele: gęsta, czarna zupa z foki z różnymi przysmakami.Czego w niej nie ma! Mięso foki pokrojone w kostki, ziemniaki, marchew, kapusta, buraki, groch, selery, śliwki i jabłka.Chciałbym wiedzieć, jak nasze gospodynie nazwałyby tę potrawę.Oprócz tego na stole stoją dwa dzbany wody, wytopionej z lodu, z sokiem.Powoli ogarnia mnie zdumienie.Wyobrażałem sobie, że Jaki posiłek musi się odbywać w milczeniu, a tymczasem wcale tak nie jest [ Pobierz całość w formacie PDF ]